Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vide-greniers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą vide-greniers. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 lutego 2014

Klasyczne popołudnie

O vide greniers już pisałem i nie będę się powtarzał. Normalnie jest to rozrywka sezonowa, uzależniona od pogody, bo zazwyczaj odbywa się na ulicach, placach, skwerach itp., ale wczorajszy szybki rzut oka na www.vide-greniers.org okazał się proroczy. Kilkaset metrów od mojego mieszkania odbywa/ła się impreza pod hasłem „Dni przyjaźni” (Journees d'amitie) w jakichś pomieszczeniach kościelnych (niestety ceny uwzględniały chyba prowizję Watykanu).



 

Tego nie mogłem przegapić! Pretekst do zobaczenia wnętrz, których nie odwiedziłbym przy żadnej innej okazji, plus standardowa radocha z możliwości pooglądania/pomacania/zakupienia jakichś mniej lub bardziej potrzebnych pierdółek (czytaj: płyt z muzyką), to jest to, co tygryski lubią najbardziej. Wczorajszego popołudnia doszedł jeszcze jeden argument „za”: materiał na kolejny wpis blogowy. Niby nic wielkiego, ale patrząc na niewielką częstotliwość mych publikacji, każdy pretekst i motywacja się liczą. Oto i on:









Jak się teraz zastanawiam, to w sumie nie wiem, dlaczego nie kupiłem tej płyty... bo nie słucham klasyki? Na co dzień niby nie, ale uprzedzony przecież nie jestem, a wartość sentymentalna jest nie do przecenienia.... hmm może pójdę tam jeszcze dzisiaj i nadrobię to niedopatrzenie?

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Kochajmy pedały, tak szybko odchodzą

Kto nie wie, czym jest Vide Greniers (dalej VG), ręka do góry. To może objaśni się, jak powiem w wersji niemieckiej: flohmarkt, czyli po naszemu pchli targ. We Francji nazywają to „opróżnij piwnicę”.

W wersji modelowej: sąsiedzi umawiają się, że danego dnia wynoszą niepotrzebne graty na podwórko/ulicę/pobliski plac/itp. i sprzedają to za symboliczną złotówkę. Obecnie wszystko jest zorganizowane i usystematyzowane. Dochodzą do tego jeszcze profesjonalni sprzedawcy antyków, gratów i szmat, których niekiedy ciężko odróżnić od tych naturszczyków, którzy rzeczywiście sprzedają zalegający im w tomu towar.

Co tam można kupić? W skrócie: WSZYSTKO! Ubrania, ubrania i jeszcze trochę więcej ubrań, ubranka i zabawki dla dzieci (całe stosy), pierdółki (figurki, wisiorki, koraliki,...), książki, płyty (jeden z głównych motywów moich wizyt na VG) i każdą rzecz, która może zostać przyniesiona na miejsce (drobne meble na przykład).

Ceny? Różnie. Sporo zależy, gdzie się dany VG odbywa, czy kupujemy od profesjonalisty, czy mieszkańca. Wypada się targować. Targować, to nawet mało powiedziane. To zazwyczaj jest rodzinno-sąsiedzki piknik, więc w dobrym tonie jest przystanąć, pogadać, pożartować, posłuchać historii przedmiotu, który nas interesuje. W każdym razie mając 20E w kieszeni, jesteśmy w stanie wrócić do domu obładowani towarem, jak wielbłądy.

A czy trafiają się jakieś perełki o zabarwieniu biało-czerwonym? A jakże! Trafiłem dwa razy na gościa handlującego butami typu Martens. Miał wśród nich jedną parę wysokich glanów polskiej marki Heavy Duty (popularnie zwanych „hadekami”). Innym razem koleś pośród graciarstwa różniastego, miał kilka płyt CD z polską muzyką. Pamiętam, że było tam m.in. Zakopower.
 Na robienie zdjęć, czy wypytywanie o pochodzenie tych skarbów zabrakło mi niestety śmiałości.
Udało się natomiast uwiecznić bohatera dzisiejszego wpisu:





Coś trzeba komentować? Jaki Romet jest, każdy widzi. Chyba każdy kiedyś jakiegoś miał – w końcu w minionym systemie wielkiego wyboru nie mieliśmy. Ja pamiętam co najmniej cztery, które zajeździłem w dzieciństwie. Marka istnieje do dziś, chociaż właściciel się zmienił i nie klepią już ich w Bydgoszczy. Wikipedia podaje, że wszystkie modele, które szły na eksport były markowane nazwą Universal, także nasz dzisiejszy bohater musiał tu przybyć jakąś nieoficjalną drogą (chociaż sądząc po wyglądzie, to raczej egzemplarz po peerelowski więc mogło im się coś pozmieniać).
Należałoby chyba dodać: szkoda, że Romety podobnie jak Polskie Fiaty, Warszawy, Syreny, Tarpany i im podobne Polskie wyroby, znikają z ulic w niełasce, choć mogłyby stać się obiektami kolekcjonerskimi, a może nawet kultowymi jak choćby rowery Peugeot we Francji.